wtorek, września 11, 2007

Przygoda Zakochanych...


Wraz z pierwszym promieniem słońca, młody wojownik wyszedł przywitać nowy dzień. To był ten poranek na który czekał z utęsknieniem od niepamiętnych czasów. Dziś mógł bez najmniejszych przeciwności odłożyć broń i stanąć twarzą w twarz z zupełnie nowym światem. Stojąc na bezkresnej polanie pokrytej zielonym płaszczem trawy spoglądał w kierunku wschodzącego słońca i rozmyślał o przyszłości i o tym co go czeka dziś, jak i przez następne kilka poranków, a czekało go wiele. Postanowił zerwać z ogólnie panującą moda na polowania i wybrać się w podróż za swoją ukochana. Cel był odległy od miejsca obozowiska o kilka dni podróży karetą. Wiedział, że czekająca go wyprawa będzie ciężka, ale był gotów znieść wszystkie niewygody i pokonać wszystkie przeciwności byle by tylko móc spędzić wspaniałe chwile w egzotycznej krainie wraz z najbliższą jego sercu Osobą.

Młody wojownik powrócił do swej izby aby począć ostatnie przygotowania przed momentem w którym słońce osiągnie najwyższy punkt na niebie, a on wraz z ukochaną, grupą grajków , trubadurów i wielu innych postaci mających zapewnić im komfort i wygodę, wsiądzie do karety i wyruszy w podróż. Musiał jeszcze przygotować swą garderobę na wyjazd, co było arcytrudnym zajęciem zważając na to, iż organizator zażyczył sobie aby każdy uczestnik nie miał przy sobie więcej jak 3 torby podręczne, 5 dużych bagaży i 2 sztuki broni. Gdyby nie pomoc specjalnie wykwalifikowanych służb pakujących, prawie pewnym jest, iż nie zdołałby spakować się tak aby zmieścić się w śmiesznych limitach organizatora. Ostatnią rzeczą jaka była w jego planach przed wyjazdem, było udanie się do skarbca, gdyż wiedział że poza granicami wioski nie można było płacić obozowym zwyczajem za pomocą specjalnie przygotowanych kawałków drewna. Postanowił zabrać ze sobą akceptowane wszędzie poza obozem błyszczące kamienie. On jak i jego wykształceni bracia z obozu, w którym mieszkał i również tego w którym mieszkała jego Ukochana wiedzieli, że te kamienie są bezwartościowe i żal było im opóźnionych mieszkańców krainy, w której za pokolorowane bezwartościowe w wyższych sferach kamienie ,można było wszystko. Początkowo zabrał ze sobą jedną pełną torbę tychże kamieni, lecz gdy uświadomił sobie, że jedzie z wybranką serca doszedł do wniosku, iż tak jedynie na wszelki wypadek weźmie ze sobą troszeczkę więcej funduszy i... dobrał 3 kolejne torby.

Zapakował wszystkie swoje bagaże na dach karety, którą jechał po swą Ukochaną do jej wioski, popędził woźnice i ruszył niebezpieczną drogą. Po kilkunastu chwilach był już na miejscu i w pierwszym momencie oniemiał z dwóch powodów. Po pierwsze zobaczył tak piękną Kobietę, z którą miał jechać na wakacje, a po drugie, zobaczył ogromną górę bagaży za nią. Wiedział, iż mogą być problemy z tymi odgórnymi ograniczeniami co do ilości bagażu więc musiał coś wymyślić, a czasu było coraz mniej gdyż słońce było coraz bliżej środka nieba. Młody wojownik stanął przed problemem, z którym jednak poradził sobie w błyskawicznym tempie dzięki sprytowi, który go cechował. Postanowił przechytrzyć organizatora, wiążąc górę chyba 15 bagaży Ukochanej, w 3 całości. Dawało mu to 3 ogromne bagaże, co prawda, wielkość nie uległa zmianie, lecz ilość będąca ogranicznikiem znacznie się zmniejszyła. Pogonił woźnice aby szybko i ostrożnie uwiązał bagaże do dachu karety. Jako, że czas gonił podróżnych musiało wystarczyć szybkie pożegnanie z rodziną, po którym gwałtownie ruszyliśmy w drogę, do miejsca spotkania. Młody wojownik, jak i jego Ukochana byli bardzo podekscytowani wyjazdem i widać było po ich oczach, że nie mogą się doczekać, aż wsiądą do super luksusowej karety i wyrusza w daleką podróż do egzotycznych krain. Woźnica wiedział, że gdy spóźni się na miejsce czeka go chłosta, więc wyciskał z siebie i z koni tyle ile się tylko dało. Gnali z oszałamiającą prędkością, przez co o mały włos uniknęli wypadku. Woźnica tak mocno się przeraził, że przez chwile stracił przytomność przy powozie, lecz szybki bat od razu postawił go na nogi. Wjechali do gęstego, ponurego lasu, środku którego widniało miejsce spotkania. Dzięki woźnicy byliśmy przed czasem i mogliśmy spokojnie rozładować karetę z naszych bagaży. Młody wojownik wiedział że mogą być problemy z rozładunkiem i załadunkiem, bez krzepkiego woźnicy, który nie jechał z nimi w podróż, więc posłał szybko po służbę, która miała im towarzyszyć przez całą drogę. Po krótkiej chwili oczekiwania nadjechała Limu-kareta, ze wszystkimi nowinkami technicznymi jakie kiedykolwiek człowiek bądź zwierze zamontował w karecie. Okazało się, że jedzie wiele więcej osób, lecz to był dobry znak, gdyż grajkowie, służba i tragarze zawsze są potrzebni. Organizator noszący dumne imię Katarzyna zdumiał się na widok naszych bagaży, lecz nie mógł nic zrobić, gdyż wszystko było regulaminowo i zatwierdzone własnoręcznym podpisem młodego wojownika. Szybko i bez większych problemów umieszczono bagaże, w specjalnym luku bagażowym i usadzono wojownika jaki jego Towarzyszkę serca w wygodnych miejscach. Wyruszyli z lekkim opóźnieniem gdyż czekano na dwóch służących, którzy zabłądzili w lesie szukając miejsca wyjazdu. Jako, iż kareta była nowa, więc jak przystało na nowe pojazdy pachniała świeżością. Z pewnością nie spodobało to się to służbie która widać, iż lubiła dobrze zjeść, gdyż od razu postanowili nadać wnętrzu karety jakże swojski zapach świeżo wędzonej kiełbasy i jaj. Tak więc młody wojownik i jego Ukochana wyruszyli w daleką podróż, w luksusowej, lekko swojsko pachnącej karecie, z sercami przepełnionymi miłością i faktem, że spędzą razem wspaniałe chwile i będą dla siebie przez całe noce i dnie, na co tak długo czekali.

Podążali drogą przez różne wioski, osady, przedziwnych kulturowo plemion, zatrzymywali się jedynie w bezpiecznych miejscach, gdyż czasy były niebezpieczne, a tubylcy miewali dziwne i nieco ekstrawaganckie upodobania, takie jak jedzenie przyjezdnych. Gnali dniem i nocą, pędzili tempem wiatru gnającego po polach, przekraczali granice kolejnych plemion, podziwiali wspaniałe widoki i próbowali tubylczych potraw, nie zastanawiając się co w nich jest. Wraz z kolejnymi godzinami i dniami spędzonymi w karecie zaczął doskwierać im brak wygody oraz dolegliwości płynące z braku ruchu. Tajemnicze zioła pomagały przetrwać im te ciężkie chwile, z którymi młody wojownik i Anioł jego serca dawali sobie dzielnie rade, nie pokazując chwil słabości. Cała podróż umilali im trubadurzy i służba. Gdy cel był coraz bliżej oglądali coraz to piękniejsze widoki, ogromne góry pokryte bujną egzotyczną roślinnością, przemierzane przez osobliwe zwierzęta. Nastała upragniona przez zakochanych chwila. Po wielu dniach wyczerpującej podróży w końcu dotarli na miejsce. U ich stóp stanęła przepiękna gościna, w której spędzić mieli najbliższe dni sami dla siebie ( nie wliczam w to służby gdyż oni traktowani są jako bagaż ). Organizator zaprowadziła ich do pokoju, który może nie przypominał siedzib z ich rodzinnych obozowisk, lecz był doskonałym przykładem egzotyki jaka ich czekała i do której jechali tak długo. Nie tracąc ani chwili wojownik i jego Miłość kazali służbie rozpakować ich bagaże, a sami wyruszyli na zwiedzenie tego osobliwego miejsca na ziemi. Poniżej gościny znajdującej się na ogromnej skarpie była plaża prowadząca do ogromnego oceanu. Aby zejść na tę plaże, musieli pokonać ogromną ilość schodów, które ciągnęły się na wysokość całej skarpy. Po chwili schodzenia znaleźli się na pięknej dziewiczej plaży, a gdy zobaczyli błękit wody wiedzieli, że spędzą tam wspaniałe chwile w nader pięknym otoczeniu egzotycznego miejsca w jakim się znaleźli. Zakochani postanowili odpocząć po tak bardzo męczącej podróży, a jako, że słońce było piękne, a niebo bezchmurne postanowili położyć się na tej dziewiczej plaży.

Gdy słońce chyliło się ku zachodowi postanowili udać się na posiłek, w gospodzie, w której się zatrzymali. Co prawda tubylcy mieli dość dziwne zwyczaje, np podawali zimne posiłki, ale mimo tego były dobre ( każdorazowo za podanie zimnego posiłku zostali chłostani w ramach kary, lecz niczego przez to się nie uczyli ). Wyczerpani podróżą udali się do izby, w której spędzili całą noc wypoczywając. Noce były ciepłe, jak i same dnie, lecz poranki przyprawiały młodego wojownika o drżenie z zimna, na szczęście była z nim Ukochana, która zawsze chętnie go ogrzewała. O świcie młody wojownik obudził najdroższą i udali się razem na sute śniadanie, które było podstawa dobrego dnia. Dzień spędzili wypoczywając na plaży, natomiast wieczorem udali się do pobliskiej osady z nadzieją zakupienia potrzebnych przedmiotów. Droga do osady prowadziła krętymi kamienistymi ścieżkami, stromym podejściem do góry. Gdy w końcu dotarli na miejsce, zobaczyli jak bardzo te dziewicze i egzotyczne krainy są zacofane i ograniczone inteligencja. Handel odbywał się na zasadzie pokazywania przedmiotów, gdyż w żadnym, nawet uniwersalnym języku nie można było się tu porozumieć. Tubylczy język polegał na zasadzie specyficznego ułożenia kolejno na przemian mlaśnięć i gwizdów, co dla przyjezdnych było dość zabawne, lecz na dłuższą metę męczące. Po udanych łowach udali się z powrotem do gospody i powróciliśmy do rytmu wakacyjnej utopi. Dni płynęły powoli a pogoda dopisywała, młody wojownik wraz ze swą Ukochana czuli się jak w raju. Nocami trubadurzy zabawiali ich a służba pełniła swoje obowiązki. Pewnego poranku zdecydowali się na pewną odmianę. Chcieli zobaczyć piękno pewnej antycznej osady, która po dziś dzień funkcjonuje. Pogonili zatem służbę i udali się w podróż do miejsca oddalonego od gospody o jakieś 2h drogi powozem. Organizator zapewniła im na miejscu doskonale mówiącego w nowym języku przewodnika, który oprowadził i pokazał wszystkie piękne miejsca. Niezwykła przygodą i doświadczeniem był spacer po murach obronnych które ciągnęły się przez dłuższą ich część po skałach. Piękne widoki zapierające dech w piersiach, wspaniała panorama tego antycznego miasta, to coś co utkwi zakochanym głęboko w pamięci. Po wspaniałych momentach zwiedzania młody wojownik wraz z Ukochaną poczuli dokuczliwy głód więc zapragnęli spróbować miejscowej kuchni. Zostali zaproszeni do pięknej karczmy, w której mimo iż czekało się bardzo długo, aż posiłek zostanie wydany, to jednak smak tegoż jedzenia był warty czasu oczekiwania. Dzień chylił się ku końcowi więc wyruszyli w drogę powrotną do gospody. W trakcie jazdy młody wojownik wraz z Ukochana zostali poczęstowani miejscowym przysmakiem, trunkiem który te plemiona przygotowują od lat. Po minie wojownika widać było, że trunek mu zasmakował i jak nie trudno się domyślić zrobił jego zapasy, aby częstować nim gości gdy wróci do swej rodzinnej wioski. Następne dni nie były tak łaskawe pod względem pogody dla podróżnych jak wcześniejsze, a że wygoda w gościnie nie była na najwyższym poziome pomimo służby stającej już na głowie byle by tylko zadowolić wczasowiczów, jedynym czynnikiem dzięki któremu mieli wciąż uśmiech na ustach był fakt iż byli razem. Nie nudzili się gdyż sam fakt iż są sami dla siebie sprawiał, że czas był dla nich piękny, mimo iż za oknem szalał tajfun. Tak długo czekali na chwile w których będą mogli być przy sobie tak blisko i odizolowani od świata, że nawet pogoda nie zdołała im zniszczyć piękna tych dni. Miłość sprawiała ze cały ten czas był dla nich błogosławieństwem, Po kilku kolejnych dniach spędzonych w pokoju, uznali iż dobrym rozwiązaniem będzie powrót do rodzimych ziem, gdyż pogoda nie działa dobrze na tubylców, którzy stali się dość agresywni. Faktem jest iż bali się młodego wojownika i agresja z ich strony nie była skierowana do niego bądź jego wybranki, lecz gdy wojownik zobaczył w jaki sposób walki wewnątrz plemienne się nasilały, postanowił nakłonić organizatora do powrotu. Ostatniego dnia kazał służbie spakować wszystkie rzeczy i udał się w raz z Ukochaną pożegnać tę egzotyczną krainę. Słońce nawet przedarło się przez chmury by ich pożegnać. Ostatni spacer wzdłuż plaży, ostatnie zakupy, ostatnie posiłki i czas wsiadać do karety. Woźnica jako, że znał już drogę skrócił czas podróży z kilku dni do dwóch. Większość czasu powrotu zakochani umilali sobie rozmową, i przeglądaniem wspaniałych pamiątek. Droga nie była już tak męcząca, gdyż cały ten czas, który mieli za sobą, ten fakt bliskości serc dawał im siłę i pozwalał zapomnieć o niewygodach. Gdy byli coraz bliżej okazało się, że deszczowa pogoda nawiedziła również ich rodzinne strony, gdyż rzeki wystąpiły z brzegów. Ich wspólny czas spędzony razem dobiegał końca a pożegnanie, mimo iż rozstawali się na krótko, było ono dla nich katorga. Wrócili pełni Miłości i z pewnością związani jeszcze mocniejszymi jej więzami.