Nie tylko hoinka pisze...
Również i mi przypadł zaszczyt spisywania w tym miejscu swych dziejów.
O czym pisać...? od czego zacząć..? długo myślałam po tym jak gołąb pocztowy przyniósł mi wiadomość od mego Ukochanego z prośbą o zapisanie w Jego magicznym dzienniku kilku zdań. Ale ten pierwszy (kto wie może nie ostatni) wpis chciałam poświęcić na spisanie dnia w którym świętowaliśmy kolejne Nasze "małe święto"...W więc...była to niedziela...tego dnia obudziła mnie matka mówiąc, iż już późna godzina i panienka w moim wieku nie powinna już tak długo wylegiwać się w łóżku. Spojrzałam przez okno pogoda nie dopisywała...było szaro i pochmurno...zaczęłam się martwić co z dzisiejszym planami...dlatego też leżąc jeszcze w mym łożu napisałam list do mego Ukochanego...Szybko otrzymałam odpowiedź. Będąc jeszcze w bieliźnie nocnej usłyszałam gołębia, który usadowił się za oknem. Nie bacząc na mój strój wybiegłam na balkon. Po przeczytaniu listu nie wiele wiedziałam na temat dzisiejszego dnia ( jak zawsze w takich chwilach jest strasznie tajemniczy i przyznam, iż zawsze sprawia mi bardzo przyjemną niespodziankę) ale Ukochany zapewnił mnie, że nie mam powodów do obaw, gdyż on przewidział taki stan pogody. Z tą myślą postanowiłam przygotować się do uroczystego obiadu i spotkania z Ukochanym. Popołudnie spędziłam w miłym towarzystwie ale nie mogę tego porównać z chwilą, gdy ujrzałam mego Towarzysza. Wieczór spędziliśmy wyjątkowo...zaprosił mnie w magiczne miejsce, gdzie na ścianie pokazywano nam ruchome obrazki ( przyznam, iż było to bardzo ekscytującej ). Po tym niezwykłym pokazie poszliśmy do małej, ale przytulnej gospody. Czas jak zawsze płynął nieubłaganie szybko, dlatego musieliśmy wracać do swych zamków. Na pożegnanie Ukochany ofiarował mi niezwykły prezent, który ma za zadanie ochraniać mnie przed wszelakim złem, gdy Jego nie będzie w pobliżu. I tak oto pożegnaliśmy się i każdy z Nas wrócił do swojego zamku...
Również i mi przypadł zaszczyt spisywania w tym miejscu swych dziejów.
O czym pisać...? od czego zacząć..? długo myślałam po tym jak gołąb pocztowy przyniósł mi wiadomość od mego Ukochanego z prośbą o zapisanie w Jego magicznym dzienniku kilku zdań. Ale ten pierwszy (kto wie może nie ostatni) wpis chciałam poświęcić na spisanie dnia w którym świętowaliśmy kolejne Nasze "małe święto"...W więc...była to niedziela...tego dnia obudziła mnie matka mówiąc, iż już późna godzina i panienka w moim wieku nie powinna już tak długo wylegiwać się w łóżku. Spojrzałam przez okno pogoda nie dopisywała...było szaro i pochmurno...zaczęłam się martwić co z dzisiejszym planami...dlatego też leżąc jeszcze w mym łożu napisałam list do mego Ukochanego...Szybko otrzymałam odpowiedź. Będąc jeszcze w bieliźnie nocnej usłyszałam gołębia, który usadowił się za oknem. Nie bacząc na mój strój wybiegłam na balkon. Po przeczytaniu listu nie wiele wiedziałam na temat dzisiejszego dnia ( jak zawsze w takich chwilach jest strasznie tajemniczy i przyznam, iż zawsze sprawia mi bardzo przyjemną niespodziankę) ale Ukochany zapewnił mnie, że nie mam powodów do obaw, gdyż on przewidział taki stan pogody. Z tą myślą postanowiłam przygotować się do uroczystego obiadu i spotkania z Ukochanym. Popołudnie spędziłam w miłym towarzystwie ale nie mogę tego porównać z chwilą, gdy ujrzałam mego Towarzysza. Wieczór spędziliśmy wyjątkowo...zaprosił mnie w magiczne miejsce, gdzie na ścianie pokazywano nam ruchome obrazki ( przyznam, iż było to bardzo ekscytującej ). Po tym niezwykłym pokazie poszliśmy do małej, ale przytulnej gospody. Czas jak zawsze płynął nieubłaganie szybko, dlatego musieliśmy wracać do swych zamków. Na pożegnanie Ukochany ofiarował mi niezwykły prezent, który ma za zadanie ochraniać mnie przed wszelakim złem, gdy Jego nie będzie w pobliżu. I tak oto pożegnaliśmy się i każdy z Nas wrócił do swojego zamku...
